..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Postać

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Życie w Neverwinter toczyło się spokojnym rytmem. Oddziały straży pilnowały ulic miasta jak i jego obrzeży. Gildie pilnowały o to by ich interesy były jak najkorzystniejsze, zaś świątynie odprawiały nabożeństwa ku czci swych bogów. Jedynie na targu dostrzec można było jako takie poruszenie. Mieszczanie gęsto przybywali zobaczyć jakież to dobra przywieźli mistrzowie karawan z dalekich krain. Wielu się kłóciło o ceny, lecz ich głosy były zagłuszane przez okrzyki obwoływaczy. Wśród tego całego zgiełku ze zwinnością kocicy przemieszczała się drobna postać. Płomienno-włosa dziewczyna udała się ku straganowi z egzotycznymi owocami. Jej zgrabne ciało tańczyło, omijając przechodnich, zaś krótki płaszcz powiewach na nieznacznym wietrze. Dotarłszy do celu, poprosiła kramarza o kilka owoców. Zapakowała je do swojej, przyozdobionej licznymi wisiorkami, torby i ruszyła w kierunku miejskiego parku. Chciała przez chwilę odpocząć od zgiełku bazaru.

Luna oświetlała swym blaskiem jego ścieżkę. Na horyzoncie dostrzegał zarysy potężnych obwarowań Neverwinter. Chciał mieć już tą część przeprawy za sobą, gdyż muł stawał się powoli coraz bardziej zuchwały. Często przystawał, jedynie po to by ujrzeć jak krasnolud wścieka się na niego. Mimo gróźb iż zostanie zamieniony na kotlety, stał dalej jak wryty, po czym znudzony ruszał dalej. Ragni był zaintrygowany dziwnym zachowaniem zwierzęcia, ale cóż był to muł. Starał się nie wpadać w histerie, lecz zuchwałość zwierzaka irytowała go coraz mocniej. W końcu, gdy dotarł do podmiejskich wsi, oddał muła w zamian za ciepłą strawę i napitek. Wziąwszy swe torby ruszył dalej. Droga była już krótka. Jeszcze tylko przeprawa przez bramę i będzie w Neverwinter.

Cisza i spokój panujący w parku, sprawił iż nastrój Szarki się znacznie poprawił. Cichy szelest, unoszonych na wietrze, liści wraz ze śpiewem przeróżnych ptaków, natchnął jej duszę. Pozwoliła by podmuch powietrza owiał jej oblicze, rozwiewając włosy oraz płaszcz. W powietrzu dało się wyczuć zapach bzu oraz niezliczonych wręcz kwiatów. Rozejrzała się po okolicy. Siedziała u stóp potężnego dębu. Wokół niej rozpościerała się nieduża polanka, na której środku znajdowała się piękna fontanna. Woda wybijała się w powietrze z wnętrza kryształowej imitacji lilii wodnej. Opadając zaś z znacznej wysokości do basenu w kształcie rozłożystej korony kwiatu, w którym ochłody szukało wiele istot. Zauważyć tam można było leśne elfy, pół-elfy, ludzi czy też niziołki. Siedziała tak przyglądając się jeszcze przez chwile, osobom w basenie, po czym powoli rozpoczęła wykonywać kilka ćwiczeń rozciągających.

Szerokie brukowane ulice Neverwinter były miłą odmianą po podróży przez niegościnne północne szlaki. Liczne grupy ludzi oraz innych istot przemieszczały się po mieście. Co niektórzy nawet nie zwracali uwagi na przybyłego krasnoluda. Inni zaś przyglądali się jego torbom z wielkim zainteresowaniem. Ten jednak kroczył pewnie stawiając szerokie kroki. Piękne konstrukcje wznosiły się wysoko, zaś wieżyce świątyń wystrzeliwały w niebo niczym tytaniczne włócznie. Obejrzał się raz jeszcze. Kilku typków śledziło go, od momentu wkroczenia do miasta. Uśmiechnął się nieznacznie i przeciągnął kciukiem po ostrzu topora. Skręcił w jedną z bocznych alejek i tam zaczekał na ów jegomości. Z rozbrajającą szczerością obnażył swoje zęby w groteskowych uśmiechu. - A panom żywotu się odechciewa?! – Rzekł gromko do wychodzących zza rogu trzech postaci. Te widząc iż krasnolud na nie czekał, odwróciły się i śpiesznie uciekły w głąb miasta. Uśmiech zagościł na twarzy krasnoluda, który ruszył dalej ku swemu celowi. Przeprawił się przez liczne ulice aż w końcu dotarł do górnej części miasta, zamieszkałej jedynie przez najmożniejszych. Rezydencje arystokracji zostały wzniesione ze znacznym przepychem. Tajemnicze witraże oraz cudowne ornamenty, sprawiły iż krasnolud przez chwile poczuł dreszcz emocji. Dotarł przed oblicze rozległej rezydencji o białych marmurowych ścianach. Mocne dębowe drzwi miały posrebrzane klamki. To samo tyczyło się framug okien. Sprytne – Przeszło przez myśl krasnoludowi. Pozłacane parapety oraz liczne płaskorzeźby nadawały całości ciekawego kontrastu. - Kto idzie?! – Doszło go pytanie. Odwrócił się na piętce i ujrzał swe własne odbicie widziane w wypolerowanym kirysie strażnika. Spojrzał w górę, przymykając powieki. Strażnik był rosłym mężczyzną koło trzydziestki. Jego długa czarna bródka, spięta była w pojedynczy warkocz opadający mu do piersi.  - Witaj. Jestem Ragni, syn Gomrunda z Mitrilowych Hal. – Rzekł dumnie. – Przybyłem do waszego pana. Jeśli mnie pamięć nie myli. Lorda Leona Crowleya. – Strażnik skłonił się nisko, wkładając półtora-ręczny miecz do pochwy przewieszonej przez plecy. - Witaj Ragni synu Gomrunda z Mitrilowych Hal. Lord spodziewał się twego przybycia. Proszę udać się za mną. – Rzekł, po czym udał się ku drzwiom. Cicho wymówił inkantację, zaś z drzwi otworzyły się na oścież. - Zaprawdę bardzo sprytnę. Szli korytarzem ku pięknie zdobionemu portalowi. Po jego drugiej stronie widniało rozległe pomieszczenie. Wiele skór było rozrzuconych po posadzce, zaś radosne płomienie witały przybyłych. Nieopodal kominka znajdowała się para foteli, zaś w głębi dostrzec można było wiele regałów jak i szaf.  - Witaj w mym domu Ragni synu Gomrunda z Mitrilowych Hal. – Krasnolud obejrzał się i dopiero teraz dostrzegł wysoką zmierzającą ku niemu postać. Jego białe niczym śnieg włosy, były z tyłu spięte w kuc, zaś z przodu lekko przycięte. Odziany w pół-płytową zbroję spoglądał na niego pełnym siły wzrokiem. – Spodziewałem się iż właśnie dzisiaj dane będzie ci przybyć do Neverwinter. – Mówiąc to pogładził się po krótko przystrzyżonej brodzie. – Nadzieje mam iż podróż nie była zbyt męcząca. – Zasiadł na jednym z foteli wskazując na drugi z nich. - Lordzie Crowleyu. – Krasnolud skłonił się nisko, po czym zasiadł naprzeciw zacnego wojownika. – Podróż była w miarę spokojna, choć zaniepokoiła mnie przeprawa przez puszczę Neverwinter. Dane mi było ujrzeć zwłoki wielu niewinnych istot. – Lord spokojnie spoglądał na krasnoluda, przytakując od czasu do czasu głową. – Lecz nie przybyłem tu na pogawędkę. Zgodnie ze złożonym zamówieniem, dostarczam ci lordzie ów przekuty na nowo miecz. – Mówiąc to sięgnął do jednej z toreb i wyciągnął owinięty skórą miecz. – Wykonałem go zgodnie z podanymi instrukcjami, lecz pozwoliłem sobie na wzmocnienie całości odrobiną mithrilu jak i run. – Lord rozwinął skóry, odsłaniając tym samym jego nowy oręż. Miecz miał długie ostrze, przez którego środek przechodził zabarwiony na brąz rowek. Nie posiadał jelca, gdyż zamiast niego posiadał małą nachodzącą na ostrze, kamienną koronę. – Ów korona zacny lordzie wykonana została z fragmentów gwiezdnej skały. Nadałem jej odpowiedni do całości popielaty odcień, dzięki czemu kontrastuje z ostrzem jak i rękojeścią. - Wyśmienicie się spisałeś. – Rzekł z pokorą lord. – Należy ci się zapłata za tak wspaniały miecz. – Mówiąc to podszedł do jednego z regałów, z którego wyciągnął niedużą szkatułkę. Podchodząc podał ją krasnoludowi. Ragni otworzył nieznacznie wieczko. Wewnątrz dostrzegł kilkanaście kamieni łotrzyków.

Po obfitej uczcie krasnolud został odprowadzony przez strażników lorda, aż po samo wyjście z zamożnej dzielnicy. Tam pożegnawszy się, krasnolud ruszył w swoją stronę. Przeprawił się przez liczne kręte ścieżki aż dotarł do dość znacznej konstrukcji. Przeczytał napis na szyldzie „Tłusta Mary”. Wchodząc do środka pośliznął się na mokrej podłodze i omal nie wyrżnął w stojący obok stół. Obejrzał się po zebranych szukając na ich twarzach choćby uśmiechu. Nikt jednak nie chciał nabijać się z uzbrojonego po zęby krasnoluda. Podszedł pewnie do lady i zawołał właściciela lokalu. Na spotkanie wyszła mu przysadziście gruba kobieta. Na imię miała Mary i była właścicielką owego lokalu. Po wymianie kilku słów, krasnolud wynajął pokój na noc oraz zakupił kufel południowego grogu. Opróżniwszy kufel udał się na górę do swojego pokoju. Ściągnął z siebie uzbrojenie oraz domknął drzwi jak i okna. Legł na łożu zmęczony, czekała go kolejna długa podróż. Tym razem jednak nie aż tak łagodna.


Nanaki.


strony: [1] [2] [3] [4]
komentarz[28] |

Komentarze do "Horyzont"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda

aktualnie nie jest prowadzona żadna ankieta


   Top 10
   Zadania w NwN...
   Kody do NwN I
   Postacie w Nw...
   Bronie od Mar...
   Zaklęcia Czar...
   Bronie (Zwykł...
   Atuty - Barba...
   Atuty - Mnich
   Zbroje i Tarc...
   Własne przemy...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.055413 sek. pg: