..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Postać

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Po południu dotarli do portu Llast. Ogromny okręt został zacumowany, zaś kotwica została spuszczona. Majtkowie rozłożyli pomosty, po których teraz przeprawiali się najemnicy schodzący na ląd. Chwilę później w kierunku statku zaczęli udawać się przedstawiciele tutejszej gildii kupców. Odziani w wykwintne stroje, przy bokach dzierżyli szybkie i śmiercionośne rapiery.

Zapakowawszy swój cały dobytek, krasnolud ruszył w kierunku pomostów. Chciał jak najprędzej zejść i napić się porządnego grogu w tutejszych nabrzeżnych karczmach. Kolejny podmuch wiatru przyniósł ze sobą zapach słonej wody jak i ryb. Schodząc pomostem, zauważył iż wiele przycumowanych w tej części portu statków to kutry rybackie. Wiedząc iż nagroda za jego trudy jest już blisko, nie zważał na silny zapach portowego życia. Doszedłszy do nadbrzeża spojrzał jeszcze raz w kierunku portu. Do okrętu zmierzała liczna grupa wozów wraz z tragarzami. Wracając do swej misji udał się w do najbliższej dostrzeżonej przez niego karczmy. Ów gospoda była niedużym lokalem mieszczącym się jakieś dwieście metrów od samego portu. Nazywała się „Postrzelona mewa” i była obecnie oblegana przez przybyszów. Krasnolud rozejrzał się bacznie za wolnym stolikiem, lecz nie dostrzegł takowego. Postanowił iż dosiądzie się do jakiejś grupki lub też postaci. Bacznie przyglądał się wszystkim wokół. Chciał się skupić, lecz gwar karczmy mu to uniemożliwiał. Po chwili dostrzegł przy jednym ze stolików dwie postacie. Zdawały się być najbardziej tolerancyjne jak i przyjazne. Udał się pewnym krokiem w ich kierunku. Były to dwie, chyba ludzkie kobiety. Nie był do końca pewny, gdyż jedna z nich odziana była w długi kruczoczarny płaszcz z zarzuconym na głowę głębokim kapturem. Kilka szkarłatnych pasów nadawało jej pewnego majestatycznego wyglądu. Druga postać była kobietą – lecz z jakiej rasy się wywodziła – przechodziło przez myśl krasnoluda. Młoda płomienno-włosa kobieta o sylwetce elfiej tancerki odziana była w luźne jedwabne spodnie jak i koszule barwy królewskiej czerwieni. Krótki błękitny płaszcz, przypomniał mu o podróży przez rozległe wody zatoki ostrzy. Powoli podchodząc myślał o sposobie zaprezentowania się, lecz postać w kruczoczarnym płaszczu uprzedziła go. Była to kobieta o długich kręconych włosach. Ich barwa przypominała szanowane przez krasnoludy kruki z gór Wierzchołka Świata. Lecz nie to wszystko przykuło uwagę krasnoluda. Niczym zahipnotyzowany spoglądał w jej magiczne oczy. Tęczówki ciągle zmieniały swą barwę, raz była to czerwień, później błękit, biel, czerń, żółć, zieleń… - Witaj zacny krasnoludzie. – Rzekła, zaś jej głos rozbrzmiał w jego głowie niczym chór tysięcy wojowników. Miała silny acz pełny uczucia głos. – Cóż sprowadza cię do nas? - Witam zacne damy. – Mówiąc to skłonił się tak nisko, aż jego broda dotknęła posadzki. – Czy nie będzie przeszkadzać zacnym damom, jeśli bym się do nich dosiadł? – Spojrzał pytająco na obie kobiety. - Wiedz iż nie będziesz mi przeszkadzał. A tobie? – Spojrzała pytająco na swoją towarzyszkę. - Nie, nawet z chęcią posłucham jakie wieści ze sobą niesiesz. – Odparła hardo jej towarzyszka, której głos był czysty i wielce melodyjny. - Zatem pozwolą sobie panie bym zamówił odrobinę wina. - Odrobinę? – Uśmiechnęła się płomienno-włosa dziewczyna. – Zaraz! Zaczekaj, zamawiaj na zapas. – Roześmiała się, zaś jej melodyjny głos zapadł w jego pamięci. - Gospodarzu! – Zawołał w kierunku lady. – Gospodarzu! Trzy butelki najlepszego wina jakie posiadasz! - Zanim przyniesione zostanie wino, chciałybyśmy wiedzieć z kim dane nam będzie wychylić puchar. – Kruczoczarno-włosa kobieta spojrzała z zaciekawieniem na krasnoluda. - Ach tak, wybaczcie moje maniery. – Wyprostował się i uderzając zaciśniętą dłonią w swą pierś rzekł dumnie. – Jam jest Ragni, syn Gomrunda z Mitrilowych Hal. - Zatem witaj Ragni… – Zaczęła lecz jej towarzyszka nie dała jej dokończyć. - Cześć. A czym się zajmujesz? – Zapytała zaciekawiona druga kobieta. - …Synu Gomrunda z Mitrilowych Hall. – Dokończyła nie śpiesznie. – Na imię mi Mereteth a oto i jest moja przyjaciółka jak, i towarzyszka podróży, Szarka. – Szarka uśmiechając się przymknęła powieki. - Witajcie. – Ragni uśmiechnął się nieznacznie. – Czym się zajmuję zapytujesz? – Spojrzał na Szarke. – Otóż jestem podróżującym rzemieślnikiem i obecnie wędruje do Neverwinter, gdzie czeka na mnie mój ostatni klient. - Ostatni? – W głosie Mereteth dało się wyczuć zdziwienie. - Tak. Później powracam do Mitrilowych Hal. Ojczyzny mego ludu. Ojczyzny mego ojca, dziada i pradziada. - Czym się zatem zajmować dalej będziesz? - Na razie, nie mogę tego wam powiedzieć. – Gospodarz w tym samym momencie podszedł do stolika i położył na nim trzy butelki wina. Krasnolud sięgnął do sakiewki i rzucił mu kilka srebrnych monet. Ten wziąwszy je, skłonił się i udał za ladę.  - Mamy winko. Zaraz, gdzie jest mój puchar. – Szarka sięgnęła po leżącą u jej stóp torbę. – A jest. – Postawiwszy na stole puchar, spojrzała po kompanach. – Kto nalewa? – Zapytała rozradowana. - Pozwólcie iż uczynię to ja. – Krasnolud sięgnął po jedną z butelek. Odkorkowawszy ją, wlał do każdego z pucharów zacny trunek. – Wasze zdrowie! - Kampai! – Wykrzyknęła radośnie Szarka.

W karczmie robiło się coraz luźniej. Zaś zza okiennicami zdało się widzieć ciemniejące już niebo. Zaczynało zmierzchać. Ragni spojrzał na swe towarzyszki, które lekko podchmielone wstały i pożegnały się z nim. Oznajmiły iż mają jeszcze wiele spraw do załatwienia, dlatego też muszą już wyruszyć. Pożegnawszy się, krasnolud zatopił się we własnych myślach. Był w pełni trzeźwy, gdyż tak lichy trunek nie był w stanie wzruszyć jego umysłem. Wyciszony wsłuchiwał się w rozmowy tutejszych ludzi. Z przerażeniem dowiedział się iż Luskan leży w gruzach. Miał długą drogę przed sobą, po której miał powędrować właśnie do zniszczonego miasta. Jednak powrót nie będzie tak łatwy. Wstał i udał się do karczmarza. Wymienili kilka zdań, po których karczmarz poprowadził krasnoluda do jego pokoju. Tam ściągnąwszy z siebie kolczugę, przejrzał zawartość swoich podróżnych toreb. Wszystko było na miejscu. Jutro rusza szlakiem. Wyciągnął grubą krasnoludzką kolczugę, płytowe karwasze jak i nagolenniki, po czym spojrzał z dumą na hełm. Wykonany krasnoludzkimi technikami, wieńczył na sobie dwoje zakrzywionych rogów. Uśmiechnął się, gdy wspomnienia powróciły do niego. Było to przeszło trzydzieści osiem lat temu. Pamiętał tamte czasy jakby działo się to wczoraj. Przemierzał rozległą puszczę Neverwinter. Chciał dostać się do potężnego miasta, z którego chciał ruszyć na południe ku Waterdeep. Kroczył pewnie, rozglądając się od czasu do czasu na boki. Zdawało się mu iż słyszy czyjeś szepty pomiędzy zaroślami. Przyśpieszył kroku. Nie chciał walczyć pomiędzy zdradliwymi cieniami drzew. Po kilku chwilach dotarł do niedużej polanki. Odwrócił się i wrzasnął gromkim głosem. Z zarośli wyskoczyła banda wiewiórek ziemnych, które na widok krasnoluda spłoszyły się po całej puszczy. Wspomnienie z tej jakże niedorzecznej chwili, dało krasnoludowi powód do śmiechu. Ułożył całe uzbrojenie na regale, po czym wyciągnął z torby dwustronny runiczny topór bojowy. Dzieło jego mistrza, który przekazał mu jedno z najlepszych swych dzieł. Ów topór napawał Ragniego wielką dumą, gdyż był dowodem na jego równie niesamowite zdolności. Ułożył wszystko w należytej kolejności, po czym zamknął drzwi do swego pokoju. Sprawdził czy okiennice są zamknięte i położył się do snu. Lecz nie zasnął. W jego umyśle wciąż panował pewien chaos. Wspomnienia z dawnych lat. Dzisiejsze spotkanie. Mereteth i Szarka. Imion te zapadają w pamięć – pomyślał nim sen znużył jego umysł.



strony: [1] [2] [3] [4]
komentarz[28] |

Komentarze do "Horyzont"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda

aktualnie nie jest prowadzona żadna ankieta


   Top 10
   Zadania w NwN...
   Kody do NwN I
   Postacie w Nw...
   Bronie od Mar...
   Zaklęcia Czar...
   Bronie (Zwykł...
   Atuty - Barba...
   Atuty - Mnich
   Zbroje i Tarc...
   Własne przemy...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.021727 sek. pg: