..:: ELIXIR | Gry Fabularne(RPG) | Gry Komputerowe(cRPG) | Fantastyka | Forum | Twoje Menu Ustawienia
   » Ogólne

   » Postać

   » Rozgrywka

   Szukaj
>NASZE STRONY
 MAIN
:: Strona Główna
:: Forum
:: Chat
:: Blogi

 GRY FABULARNE
:: Almanach RPG
:: Neuroshima
:: Hard HEX
:: Monastyr
:: Warhammer
:: Wampir
:: D&D
:: Cyberpunk2020
:: Earthdawn
:: Starwars
:: Arkona

 GRY cRPG
:: NWN
:: Baldurs Gate
:: Torment
:: Morrowind
:: Diablo

 FANTASTYKA
:: Literatura
:: Tolkien
:: Manga & Anime
:: Galeria

 PROJEKTY
:: Elcards
:: Chicago

   Statystyki
userzy w serwisie:
gości w serwisie: 0

Najstarsza z dziewcząt podbiegła w kierunku krzyczącego chłopca. Po chwili ku jej przerażeniu młodzieniec padł na ziemię. Przyśpieszając, zaczęła potykać się o długą spódnicę. Zauważyła jakiś duży kształt. Zakryła usta dłonią, jakby chciała zatrzymać krzyk w ich wnętrzu. Ciało okaleczonego mężczyzny było w okropnym stanie. Zamiast warg widniała jedna wielka jama, na której obrzeżach narosły krwawe strupy. W miejscu gdzie niegdyś widniały nozdrza, znajdowała się czerwona miazga, z której wnętrza wydobywał się powoli zielonkawy śluz. Oczy napuchnięte były od wezbranej w nich krwi. Dziewczyna zbliżyła się do nieszczęśnika. Ku jej przerażeniu, spojrzał na nią. Zbladła, lecz zdawała sobie sprawę iż zna tego człeka. Przykucnęła obok i szepnęła do niego kilka słów. Ten jednak nawet nie zareagował. Spojrzała na jego uszy. Krwawa wydzielina sączyła się z rozległych otworów. Przełknęła nerwowo ślinę i zawołała do reszty, by ci udali się po znachora.

W małej osadzie życie tętniło ze wszystkich sił. Pochód licznej gromady ludzi kierował się ku centrum wsi. Pośród nich dostrzec można było osoby niosące drewniane nosze. Biała płachta je okalająca, była umazana w szkarłatnej posoce. Ci, którzy ją ujrzeli chowali się do wnętrza niedużych okrągłych glinianych domostw. Zamykając za sobą drewniane drzwi, modlili się by nieszczęście nie spadło na ich spokojną wioskę. Po chwili grupa ludzi dotarła do największego z budynków. Jego rzeźbione ściany jak i okiennice nadawały mu wręcz magicznej poświaty. Z otworu znajdującego się na szczycie konstrukcji wydobywał się dym, zaś na słomianym wzmacnianych drewnem dachu, zasiadało stado kruków. Mroczne ptaki spoglądały z zaciekawieniem na nosze. Czworo młodzieńców wniosło je do wnętrza budynku. Ognisko znajdowało się w jego środku. Wokół widać było liczne regały, na których leżały słoiki, księgi, małe sakiewki oraz doniczki, a w nich mozolnie rosnące ziela. Do przybyłych chłopców podeszła odziana w skórzaną biodrową oraz piersiową przepaskę kobieta. Na jej opalonym smukłym ciele dostrzec można było wiele tajemniczych rysunków. Liczne bransolety oraz koraliki zdobiły jej dłonie jak i przedramienia. Masywne bursztynowe naszyjniki zdawały się emanować jakąś nieokreśloną mocą. Lecz nie to wszystko zwróciło uwagę chłopców, tylko jej twarz, na której znajdowały się dwie przechodzące na skos siebie skórzane opaski. Zwisały z nich liczne małe talizmany, zaś na nich samych znajdowały się magiczne symbole. Dziwili się, iż kobieta podeszła do nich skoro nie była w stanie ich dostrzec. Skierowała swą twarz na nosze. Zdawało się, iż wszystko widzi. Odwróciła się, zaś dłonią pokazała by przynieśli nosze bliżej ogniska. Uczyniwszy tak, jak im kazała, skłonili się i opuścili domostwo. Wiedzieli, iż nie mogą tu dłużej pozostać, gdyż szamanka potrzebuje ciszy, by móc w skupieniu przywrócić do życia nieszczęśnika. Powoli zbliżyła się do leżącego na noszach ciała. Szkarłatna posoka skrzepła na ranach, tworząc nieregularną miazgę. Ogień zahuczał w palenisku, rzucając długie cienie na jej obojętne oblicze. Postąpiła kilka kroków, zbliżając się do jednej z półek. Wziąwszy kilka sakiewek powróciła do poszkodowanego. Powoli poczęła otwierać małe pakuneczki. Włożywszy do nich dłoń, wyciągała garście wielobarwnego pyłu, który posypywała na leżącego. Jej usta bezgłośnie wypowiadały słowa inkantacji, wzywając duchy, bogów jak i demonów, by ci pomogli umęczonemu. Pył zabłysnął zaś pomieszczenie wypełniło się oślepiającym światłem. Z blasku wyłoniła się kobieca postać. Naga, otulona siwym włosem, emanowała ogromną mocą. Jej oczy powędrowały z szamanki na rannego. Nieznaczny uśmiech zagościł na jej przepełnionym smutkiem obliczu.
- Goya?! - Rzuciła przerażona szamanka. - Na wszystkie demony wielo-świata, dlaczego akurat ty?! - Odstąpiła kilka kroków, oddalając się od śmiercionośnych włosów. Ich właścicielka jednak nie zaatakowała. Przymknęła oczy, chłód wypełnił pomieszczenie, a z nim mrok. Płomienie zagasły, zaś trzepot skrzydeł przeszył pustkę. Kruki uleciały w poszukiwaniu ratunku. - Odejdź stąd, przepadnij zmoro zaświatów! - Wykrzyknęła, dłońmi zaś smagała nicość tworząc wzór magicznej tarczy. Była blisko jej ukończenia, gdy z ciemności niczym strzały wystrzeliły srebrzyste kosmyki. Szamanka uniknęła ataku, odskakując nieznacznie w bok. Stalowe żmije rzuciły się na nią, tym razem pewne powodzenia, lecz ku zdziwieniu demona, postać zdążyła rzucić czar. Włosy uderzyły w niewidzialną tarczę, nie mogąc jej sforsować, poczęły okrążać ją tworząc wokół niej szczelny kokon. Stała, lecz jej oddech stawał się nieregularny. Na zaklęcie tarczy zużyła ogromne ilości energii. Wiedziała, iż rzucenie klasycznego czaru obronnego nie zadziała, przeciwko tak wielkiej mocy.
- Twoja moc godna jest podziwu szamanko. - Rzekł lodowaty głos. - Człowiek, którego widzisz leżącego na tych noszach, ośmielił się zbezcześcić swą obecnością me sanktuarium. Jego towarzysze zginęli, a dusze ich wchłonęłam zamazując tym samym ich istoty. Tego, jako pokutnika, pozostawiłam przy życiu. Tułać się będzie w cierpieniu i każdy kto pomocy udzielić mu będzie chciał, tak jak i on skończy w agonii. Jesteś rytualistką, nie mieszaj się w to. - Jej twarz wyłoniła się spośród licznych kosmyków włosów, które tworzyły szczelny kokon wokół szamanki. Ta jednak spokojnie spojrzała jej w oczy. Mimo lęku patrzyła pewnie, usta powoli wypowiadały słowa inkantacji. Tarcza zaczęła słabnąć pod naporem magii demona. Uśmiechnęła się gdy czar był gotowy. Nie zastanawiała się ani chwili nad jego użyciem. Mgła wypełniła kokon, blask, światło, pustka. Znikła…

Błysk światła przeszył polanę na skraju lasu. Młode brzozy zaszumiały, witając przybyłą istotę. Szamanka rozejrzała się po okolicy. Nie wiedziała gdzie jest. Czar teleportacji rzucił ją z dala od niebezpieczeństwa. Polana była niedużych rozmiarów, na jej obrzeżach rosły przeróżne drzewa. Mały potok spływał nieopodal, przedzierając się pomiędzy licznymi konarami niczym szukający skrycia wąż. Udała się w jego kierunku. Pochyliwszy się, nabrała do dłoni zimnej substancji. Spragniona piła nieustannie dopóty nie ugasiła palącego pragnienia. Swawolny wiatr wzruszył liście drzew, które to opadając to wznosząc się, tańczyły w jego rytm. Żywioł wzruszył talizmanami, dreszcz przeszedł po jej ciele, gdy poczuła chłód powiewu. Musiała być daleko od rodzinnej osady, gdyż zimno przybyć miało do jej ziem dopiero za cztery tygodnie. Powoli udając się za potokiem, wkroczyła w odmęty puszczy. Obraz demona prześladował ją w wyobraźni. Nie mogąc się skupić traciła równowagę, potykając się o liczne wystające korzenie. Przystanęła na chwilę, w celu oczyszczenia myśli. Jakiś szelest dotarł do jej uszu. Obejrzała się za siebie, lecz nie wyczuła nikogo. Rozejrzała się po okolicy, szukając witalnej energii żywych istot. Wyczuła nieopodal silne źródło. Istota zbliżała się do niej, z gracją omijając zarówno krzewy jak i drzewa. Dłońmi poczęła szybko szykować inkantację czaru, gdy zza najbliższego konaru ujawniła się młoda pantera. Piękna, złota sierść była naznaczona licznymi kruczoczarnymi cętkami. Rytualistka powstrzymała się od rzucenia czaru. Kocica podeszła bliżej, siadła na zadzie i spojrzała na twarz czarodziejki. Przymrużyła powieki, zaś nad nią samą poczęły unosić się zbłąkane ogniki. Powstała na tylnych odnóżach, była teraz samo wysoka jak stojąca przed nią kobieta. Ciało poddało się deformacji. Kończyny zaczęły przybierać ludzki kształt, kocia twarz znikając, ukazywała piękne dziewczęce oblicze. Odpadające futro poczęło ukazywać nagie ciało driady. Lekko brązowa skóra, delikatna niczym aksamit, otulała jej smukłą, acz umięśnioną sylwetkę. Płomienne włosy opadały na jej zgrabne ramiona, falując niczym wzburzone wiatrem morskie fale.
- Witaj przyjaciółko. - Skłoniła się nieznacznie, ukazując szacunek dla stojącej naprzeciw osobie. Uśmiech rozjaśnił się na jej twarzy, gdy ta podeszła bliżej. - Na imię mi Keva i wraz z mymi siostrami opiekuję się tym lasem. Wyczuwam ciemność w twej duszy. Mrok, który prześladuje twe sumienie… - Wskazujący palec położyła na czole szamanki. Ta lekko drgnęła na całym ciele, zaś grymas bólu ujawnił się na jej twarzy. - Spotkałaś ją… Lodową Hrabinę z północy. Przeżyłaś, lecz… - Pochwyciła jej dłoń. - Zaprowadzę cię do sióstr… One uchronią cię przed jej złem…


Nanaki.


strony: [1] [2]
komentarz[45] |

Komentarze do "Nihillum, cz. 1"



Musisz być zalogowany aby móc oceniać.


© 2000-2007 Elixir. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Designed by Corwin Visual
Engine by Khazis Khull based on jPortal
Polecamy: przeglądarke Firefox. wlepa.pl


   Sonda

aktualnie nie jest prowadzona żadna ankieta


   Top 10
   Zadania w NwN...
   Kody do NwN I
   Postacie w Nw...
   Bronie od Mar...
   Zaklęcia Czar...
   Bronie (Zwykł...
   Atuty - Barba...
   Atuty - Mnich
   Zbroje i Tarc...
   Własne przemy...

   ShoutBox
Strona wygenerowana w 0.096549 sek. pg: